Kolejny wyjazd zamkowy za nami. Był to chyba ostatni wyjazd w tym roku z serii "po pracy". Tym razem naszym celem był zamek w Grocholinie. Wyjeżdżając na początku września do Nakła nad Notecią czuliśmy pewien niedosyt, gdyż w naszych pierwotnych planach zakładaliśmy, że Nakło i Grocholin zaliczymy w ramach jednego 2-zamkowego wyjazdu "po pracy". Niestety, nie mogliśmy wówczas odwiedzić Grocholina, gdyż trwały tam przygotowania do dożynek. Ale co się odwlecze to nie uciecze. Do Grocholina wybieraliśmy się we trzech: Waldek SQ3HTK, Marcin - nasz kolega z pracy, uczestnik naszych wypraw oraz ja (Jarek SP3CMA). Niestety Waldek musiał zostać dłużej w pracy, więc z konieczności pojechaliśmy we dwóch z Marcinem. Wygląda to trochę na tradycję, że pod koniec października wyjeżdżamy z Marcinem na jakiś zamek. W ub. roku 24 października pojechaliśmy do Machlin.
Dzień wyjazdu do Grocholina wybraliśmy na podstawie prognozy pogody - nie przewidywała opadów. Zamek w Grocholinie, a właściwie dwór obronny, znajduje się na terenie gospodarstwa rolnego. Wyjazd nasz poprzedziliśmy rozmowami telefonicznymi z administracją gospodarstwa i uzyskaliśmy zielone światło na przyjazd. Na stronie internetowej wspomnianego gospodarstwa (WWW.grocholin.pl) znajdują się piękne zdjęcia lotnicze okolic dworu. Zdjęcia te oraz letnia wizja lokalna pozwoliły nam ustalić miejsce instalacji radiostacji. Było to ważne, gdyż dni październikowe są krótkie i nie mieliśmy czasu do stracenia na długie wyszukiwanie odpowiedniego miejsca. Nasz obóz radiowy rozbiliśmy na skraju skweru między budynkiem dworu i budynkiem administracyjno-mieszkalnym. Antenę (dipol 2 x 19.5m) rozwiesiliśmy między dużym klonem i trochę mniejszą akacją. Radiostację (FT840) zasilaliśmy z akumulatora pokładowego samochodu. Po włączeniu radia okazało się, że na paśmie panuje całkiem duży tłok. Trudno było znaleźć wolną częstotliwość. O godzinie 16.41 rozpocząłem pracę na częstotliwości ok. 3.708 MHz. Po przeprowadzeniu 5 łączności pojawiła się mocna stacja zagraniczna, która skutecznie mi przeszkadzała. Przesunąłem się na 3.704 MHz i tu udało się jako tako popracować. Co chwilę zgłaszał się kolejny korespondent. Czasami robił się mały pile-up. Łącznie w czasie 45 minut nawiązałem 30 łączności.
W czasie gdy ja siedziałem przy radiostacji, Marcin próbował dokumentować nasz pobyt w pamięci aparatu fotograficznego. I tu pojawił się mały problem. Po zrobieniu kilku zdjęć aparat się wyłączył z powodu braku "paliwa". Zapomniałem naładować akumulatorek aparatu. Wielka szkoda, bo mimo pochmurnego dnia światła było wystarczająco dużo. Otoczenie przybrało ładne kolorowe jesienne barwy. Tylko nieliczne zrobione zdjęcia pokazują różnokolorowy dywan liści pod drzewami. Nie można mieć wszystkiego. Podsumowując, zaliczyliśmy kolejny wyjazd i zaliczyliśmy kolejny zamek z naszej listy "do zrobienia". Teraz czas na planowanie kolejnego, tym razem chyba weekendowego wyjazdu.